Handel i koryto kablowe

koryto kablowe

Mój Boże, gdy tylko sobie pomyślę czym zajmowałem się nim zacząłem pracę tutaj, to aż mi się nie dobrze robi. Praca sama w sobie nie była może zła – handel sprzętem potrzebnym informatykom. Co ją wyróżniało, zapytacie. Odpowiem tak – nieziemska nuda.

Koryto kablowe jest dość popularne

koryto kabloweNawet optycy i złotnicy mają większy ruch w biznesie. Nierzadko zdarzało się, że przez cały dzień nie przyszedł ani jeden klient. Oczywiście przez cały czas byłem obserwowany przez kamery, a na komputerze miałem poblokowane wszystkie strony. Mogłem tylko w nieskończoność czyścić i odkurzać produkty które sprzedawaliśmy tak długo, że aż zaczynały lśnić jak lustro i mogłem się w nich przeglądać poprawiając sobie grzywkę. Nie, tamta praca była zwyczajnym koszmarem. Wiedziałem, że coś muszę zrobić. Jedno mi się podobało – wystarczyło, że została sprzedana jedna szafa teletechniczna w tygodniu, a już dostawałem całkiem wysokie premie. Inne produkty schodziły nieco szybciej – szafa rack potrzebowała paru dni, gniazdo keystone i koryto kablowe brali przy każdym zamówieniu, aż później zaczęliśmy dorzucać je w formie breloka nie naliczając za nie w ogóle opłat. Oczywiście stosowaliśmy to tylko gdy klient był u nas stałym kupcem, lub gdy ktoś jednorazowo składał bardzo duże zamówienie. Jedna szafa serwerowa generowała takie zyski przy sprzedaży, że właściwie po sprzedaniu jej mogliśmy zamknąć biznes na tydzień i wszyscy jechać na wakacje na morze. Najlepiej sprzedawał się zawsze kabel światłowodowy – wielkie korporacje i firmy telekomunikacyjne kupowały to metrami i płaciły krocie za każde zamówienie. Właściciel spijał śmietankę i z jakichś przyczyn bardzo lubił torturować swoich pracowników.

Inni byli rozliczani ze swoich obowiązków równie skrupulatnie co ja – sprzątaczki nie mogły mieć założonych słuchawek by słuchać muzyki, praktykanci nie mogli opuścić sklepu nawet o minutę przed czasem niezależnie od okoliczności. Nie muszę oczywiście wspominać, że praktyki były bezpłatne. Mimo to biznes jakoś szedł do przodu i upadł dopiero trzy lata po tym jak się zwolniłem.